Wspomnienie pani Teresy Szczesnej-Stochel

22

WRZ

Gdy wspominam cię szkoło, to przychodzi mi na myśl miejsce nauki, zabaw z rówieśnikami, bardziej lub mniej wesołymi chwilami beztroskich, dziecięcych lat, przychodzi mi wreszcie na myśl szkoła, jako miejsce mojej zawodowej pracy w latach 1983-1986.

W 1960 roku rozpoczęłam naukę w Szkole Podstawowej nr 3 w Lublińcu jako uczennica klasy IIa. Wraz z innymi dziećmi stanowiliśmy zespół uczniów zebranych z klasy I Szkoły Podstawowej nr 1 mieszkających w obwodzie nowej szkoły.

Pamiętam chłodny i pochmurny wrześniowy poranek, gdy wraz z moją mamą poszłyśmy na otwarcie nowej szkoły. Dla drugoklasistki było to wielkie przeżycie. Po oficjalnym otwarciu wróciłyśmy do domu, a na zwiedzanie budynku był czas następnego dnia, gdy rozpoczęły się zajęcia.

Z nowymi koleżankami i kolegami w miarę szybko stworzyliśmy dość zgrany zespół, który takim był do czasu ukończenia naszej szkoły. Musieliśmy dostosować się do nowego otoczenia i nowych wymagań, ponieważ piękne drewniane parkiety i zasady higieny wymagały codziennej zmiany obuwia. Każda z klas miała wyznaczony boks w szatni i tam należało pozostawiać buty i wierzchnią odzież. Aby to sprawnie przebiegało, czuwały nad nami panie sprzątaczki (p. Irrek i p. Sprychowa) oraz pan woźny (p. Sprycha), który zajmował się także drobnymi naprawami i często, na polecenie kierownika szkoły Władysława Mikołajewicza, wędrował po klasach z kurendą. Warto dodać, że szatnia na czas lekcji była zamykana i nie zdarzały się kradzieże i niemądre dowcipy, np. zamiana lub chowanie obuwia. Pamiętam, że poważną niedogodnością były codzienne wędrówki z workiem, w którym były zmienne buty.

Wielkim wyzwaniem dla nauczycieli i uczniów były przerwy międzylekcyjne. W czasie niepogody i zimy spacerowaliśmy parami dookoła korytarza, a dyżurujący nauczyciele i pan woźny stanowczo i konsekwentnie tego pilnowali. W ciepłe i słoneczne dni wychodziliśmy na boisko, a zabawom i gonitwom nie było końca.

Sala naszej klasy - IIa - mieściła się na parterze granicząc przez ścianę z pomieszczeniem, gdzie znajdował się pokój nauczycielski. Sala była skromnie wyposażona - ławki, tablica, biurko, krzesła, taboret z miednicą i kosz na śmieci. Nad tablicą wisiało godło, a po jego bokach portrety Jerzego Cyrankiewicza i Władysława Gomułki. Okna wychodziły na południe, zatem słońce bardzo dawało nam się we znaki. Dopiero po kilku latach w klasach zawieszono kretonowe zasłony.

Wychowawczynią naszej klasy została pani Jadwiga Kuczera, ale po kilku dniach zastąpił ją mgr Norbert Furman, który uczył starsze klasy fizyki i chemii. Kolejni nasi wychowawcy to pani Brygida Franek-Zmarlak (kl. III), pani Maria Mikołajewicz (kl. IV-V) oraz pan Władysław Mikołajewicz (kl. VI-VIII). Wszyscy nauczyciele starali się wpajać nam jak najwięcej wiedzy, łącząc ją z wychowaniem w każdym ku temu sposobnym momencie.

W tajemnice literatury, gramatyki i ortografii wprowadzali nas nauczyciele języka polskiego - pani M. Mikołajewicz (kl. IV-V), pani Ewa Winiarska (kl. VI) oraz pani Romualda Buryan (kl. VII-VIII). Świat matematyki przybliżyli nam państwo Maria i Władysław Mikołajewicz oraz pan Augustyn Demarczyk, który pracę w naszej szkole rozpoczął w 1966 r. Wcześniej był wieloletnim i bardzo cenionym profesorem matematyki w Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Lublińcu. Jego życzliwość i cierpliwość dla nas, uczniów szkoły podstawowej była ogromna. Profesor Demarczyk był bardzo skromnym i pracowitym człowiekiem, zawsze służył bezinteresowną pomocą każdemu, kto jej potrzebował. Jego wielki talent pedagogiczny sprawił, że matematyka zafascynowała wielu spośród nas. Jasno i zwięźle przeprowadzał dowody twierdzeń, opowiadał o postaciach słynnych matematyków, cytował łacińskie sentencje, które wciąż i do dzisiaj tkwią w mej pamięci.

Ciekawość do świata próbowali w nas zaszczepić nauczyciele geografii mgr Jan Sośniak i mgr Zygmunt Bagiński. Tajemnice botaniki i zoologii na lekcjach biologii wyjaśniały nam panie Stefania Jurewicz, Lidia Sobczyńska-Nocoń i Jadwiga Demarczyk-Hałupka. Język rosyjski poznaliśmy dzięki pani Irenie Dragon oraz pani Wiesławie Horst. Zdolności rysunkowe i manualne rozwijała w nas pani Brygida Franek-Zmarlak, która prowadziła lekcje plastyki i zajęcia praktyczno-techniczne. Nasze ciała do wysiłku fizycznego zmuszali nauczyciele wf-u, mgr Hildegarda Bagińska, mgr Gerard Koenig i mgr Wiktor Klimanek.

Świat nut i gam był domeną nauczyciela śpiewu, pana Sylwestra Grześkowiaka, zaś lekcje historii prowadzone były przez panią Jadwigę Doleżych, panią Ludmiłę Halinę Gałeczka-Witek oraz pana Władysława Mikołajewicza. Prawami rządzącymi przyrodą na lekcjach fizyki i chemii usiłował nas zainteresować mgr Jerzy Bajer. Sama jestem dowodem na to, że robił to skutecznie, bo po ukończeniu SP 3 dalszą naukę kontynuowałam w Technikum Chemicznym w Opolu, a następnie skończyłam chemię na WSP w Opolu.

W Trójce nie tylko nauka wypełniała nam czas. Uczestniczyliśmy często w wielu szkolnych uroczystościach, których w ciągu roku szkolnego nie było mało. Każda z nich posiadała piękną oprawę muzyczną, którą stanowił chór prowadzony przez pana Sylwestra Grześkowiaka, a także zespół mandolinistów. Repertuar chóru był różnorodny - od pieśni patriotycznych po kołysanki Roberta Schumanna i Franza Schuberta. Perfekcyjne przygotowanie repertuaru budziło podziw wśród słuchaczy.

Jako uczniowie braliśmy także udział w konkursach czytelniczych poświęconych aktualnym wówczas wydarzeniom: obchody 1000-lecia państwa polskiego, XX rocznicy szkolnictwa w powiecie. Przygotowywaliśmy stosowne do tego tematu albumy, wystawy i gazetki.

Na terenie naszej szkoły odbywały się liczne zawody sportowe, zarówno na szczeblu miejskim, jak i powiatowym. Pozwalało na to pięknie urządzone boisko sportowe, nad którym pieczę sprawował pan Gerard Koenig. Czas wolny od zajęć mogliśmy przeznaczyć na uczestniczenie w zajęciach różnych kół zainteresowań, np. koła fotograficznego, kroju i szycia, gotowania lub SKS.

Nad naszym czytelnictwem i biblioteką czuwała pani Stefania Klemke, która uczyła nas szacunku dla książek i właściwego z nimi postępowania. Ciekawostką jest to, że wypożyczała książki wtedy, gdy miało się ze sobą okładkę uszytą z tkaniny. Mogliśmy też prenumerować i czytać czasopisma dziecięce i młodzieżowe - Świerszczyk, Płomyczek, Płomyk, Czyn Młodzieży. Zawierały one mnóstwo ciekawych opowiadań, gier i konkursów. Miło mi wspomnieć, że w jednym z takich konkursów, za pracę plastyczną, zdobyłam wyróżnienie. Moją wydzierankę z papieru wydrukowano jako kartkę pocztową. Bardzo się ucieszyłam, gdy otrzymałam napisaną na niej wiadomość.

Jak już pisałam wcześniej, nasz zespół klasowy dość szybko w murach nowej szkoły się zintegrował. Oczywiście, nie obyło się bez koleżeńskich kłótni i zatargów, ale przyjaźnie wtedy nawiązane okazały się bardzo trwałe i kontynuuję je do dziś.

Moja klasa zawsze była bardzo liczna, jak zresztą wszystkie, i liczyła przeciętnie 40 uczniów. Bywało, że ktoś nie otrzymał promocji do kolejnej klasy, więc jednych żegnaliśmy, a drugich witaliśmy. I było tak aż do 1966 roku, w którym wprowadzono reformę szkolnictwa. Polegała ona m.in. na tym, że uczniowie urodzeni w pierwszej połowie roku 1952 mogli zakończyć naukę w klasie VII, pozostali zaś kontynuowali ją do kl. VIII. Z dwóch, równoległych klas siódmych powstała jedna klasa ósma. Bardzo szybko każdy z nas znalazł miejsce w nowym zespole klasowym i w 1967 r. pożegnaliśmy mury szkoły.

Do szkoły mego dzieciństwa powróciłam po 16 latach. Zostałam zatrudniona, jako nauczycielka chemii, ale uczyłam także matematyki, by uzupełnić etat. Stanęłam po drugiej stronie wielkiego stołu demonstracyjnego, pełnego szuflad i zakamarków. Mogłam korzystać z dobrze wyposażonego w odczynniki i sprzęt gabinetu, zatem, prawie na każdej lekcji, gdy program tego wymagał, starałam się pokazać swoim uczniom świat przemian i reakcji chemicznych.

W tym samym czasie pracowali jeszcze niektórzy pedagodzy, którzy byli moimi nauczycielami w dzieciństwie. Spotykałam się zawsze z ich strony z wielką życzliwością i pomocą. Poznałam wiele nowych koleżanek i kolegów, których cenię za fachowość, pracowitość i poświęcenie trudnej i nie zawsze należycie docenianej pracy pedagogicznej.

Serdecznie wspominam swoich uczniów, zawsze sympatycznych, pracowitych i ambitnych. Wspominam także ich rodziców, którzy zainteresowani byli postępami w nauce swoich dzieci. Pomimo tego, że w Trójce pracowałam tylko 3 lata, to wspomnienia o tych ludziach pozostały i pozostaną na zawsze w mej nauczycielskiej pamięci.

Właśnie mija 50 lat od chwili otwarcia Szkoły Podstawowej nr 3 im. Bohaterów Westerplatte w Lublińcu. Przy tej okazji odwiedziłam ją niedawno... Zadbane korytarze, piękny parkiet, na boisku ta sama od pół wieku ławeczka, gdzie było przyjemnie siedzieć w czasie przerw i grać w "pomidora".

Trójka to moja szkoła, której tak wiele zawdzięczam. To szkoła, która nauczyła mnie wiele. Dała wiedzę, pozwoliła spotkać wielu zacnych ludzi oraz dała mi dużo satysfakcji z wykonywanej pracy.

Teresa Szczesna-Stochel

Lubliniec, 16 VI 2010

Opublikował/a: Administrator
Kategoria: Wspomnienia
Dodano: Wtorek 22 września 2015 22:26:20
drukuj
Posiadamy certyfikaty: